• Administrator

LICZBY MÓWIĄ WSZYSTKO CZ. I


Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z Trenerem Arkadiuszem Modrzejewskim.

 

W zeszłym sezonie MKS Piaseczno wygrał ligę, ale niestety w finale baraży nasi piłkarze ulegli Mławiance Mława. Jak można ocenić minione rozgrywki?


Z perspektywy trenera myślę, że ocenę trzeba by zacząć od momentu, gdy wspólnie z Trenerem Mateuszem Naklickim 3 lata temu obejmowaliśmy drużynę. Moim zadaniem było stworzenie zespołu, który miałby walczyć o wyższe cele niż środek tabeli IV ligi. Zapadła decyzja, że mam być i trenerem tego zespołu, i menadżerem, więc przejąłem także sprawy związane z pozyskiwaniem nowych zawodników. Od tamtego czasu zacząłem ten zespół budować, rozmawiać z zawodnikami, ściągać nowych piłkarzy, z okienka na okienko podnosić jakość drużyny, oczywiście przy bardzo dużym wsparciu Prezesa Jacka Krupnika i Pana Artura Maickiego. Można powiedzieć, że po roku czasu, po pierwszym sezonie, gdzie graliśmy, jak ja to nazywam, „w repasażach” o III ligę – w czasie pandemii była dogrywka zespołów i zwycięsko wyszła z niej Błonianka Błonie – podjęliśmy decyzję, że istnieje potrzeba przeprowadzenia bardzo dużych zmian personalnych, aby walczyć o coś więcej. 2 lata temu wymieniliśmy praktycznie połowę kadry, za co też spadła na mnie duża fala krytyki, ale jak historia później pokazała, był to strzał w dziesiątkę. Później, kiedy pozyskani zawodnicy troszeczkę się zgrali, przyzwyczaili do modelu naszej pracy, okazało się, że ten 3. rok był, można powiedzieć, już naszym finałem. Sezon zakończył się bez happy endu, ponieważ przegraliśmy w barażach, ale ligę wygraliśmy w cuglach. Finał ma to do siebie, że można go wygrać i przegrać, taki jest sport. Spotkały się w nim dwa świetne zespoły. Trener Mławianki – Piotr Rzepka mówił przed meczem, że jedna drużyna będzie bardzo mocno poszkodowana – niestety trafiło na nas. Tak na spokojnie patrząc, kilka kwestii zadecydowało na naszą niekorzyść. Rywalizacja była naprawdę bardzo wyrównana, gdzieś na pewno duże znaczenie miała kontuzja Bartka Faliszewskiego w pierwszym meczu, który bardzo dobrze grał w środku pola, zaliczył asystę na 2:1 i w tej sytuacji tak nieszczęśliwie postawił stopę, że zerwał więzadła krzyżowe. Po zejściu Bartka w tym starciu już nie byliśmy w stanie złapać środka pola. Nie można tracić takich bramek jak ta na 2:2 w Piasecznie, po indywidualnym błędzie. Nie można w rewanżu w pierwszych 30 minutach nie wykorzystać 5, 6 sytuacji do strzelenia gola. Mimo to jestem dumny z chłopaków, bo walczyliśmy do końca, w 75. minucie rewanżu mieliśmy piłkę meczową na 2:2 i mogliśmy wrócić do rywalizacji. Zabrakło szczęścia, piłka się odbijała od słupków, od poprzeczek, przeciwnicy wybijali ją z linii. Wszyscy zostawili mnóstwo zdrowia, serca i chęci. Ten dwumecz zapewnił nam nieprawdopodobne przeżycia, mecze ligowe chowają się przy tych emocjach. Najbardziej boli, kiedy masz świadomość, że zrobiłeś wszystko, zagrałeś dobre spotkanie, ale przeciwnik okazał się zespołem jeszcze lepszym i konkretniejszym.


Chciałbym podkreślić, że dla nas dużym sukcesem było samo dojście do finału, bo rok temu nikt nas wcale nie wymieniał w gronie faworytów. Wszyscy jednym tchem wskazywali Mazovię, Sulejówek, Oskara Przysucha, z drugiej grupy Ząbkovię i Wisłę II Płock. Ponadto my nie graliśmy ze słabą drużyną, która tam się znalazła przez przypadek – również wygrała swoją ligę, tak jak my strzeliła w rozgrywkach ponad 100 goli i tabela III ligi na razie pokazuje, że Mławianka sobie w tej lidze doskonale radzi – jest liderem, a skład, którym gra, opiera się na kadrze, z którą rywalizowaliśmy. Nawet bukmacherzy nie wiedzieli, kto zwycięży w barażu, ponieważ szanse oceniane były 50 na 50. Stykowy mecz, w którym pojedyncze zwroty akcji zadecydowały o tym, że niestety przegraliśmy tę rywalizację, ale ja uważam, że i tak zrobiliśmy bardzo dużo, i to na pewno będzie sezon, który na długo zapadnie w pamięć. Oprócz tego ogromnie trudny do powtórzenia – mieliśmy średnią 2,55 punktu na mecz, to niesamowita średnia. Nie przegraliśmy 26 meczów z rzędu, można 50 lat grać i na poziomie IV ligi takiej serii nie powtórzyć.


Obecna IV liga jest zupełnie inna niż ta z poprzedniej edycji.


My jako Piaseczno zrobiliśmy awans sportowy, może nie do wymarzonej III ligi, ale jeżeli 2 sezony temu w IV lidze były 3 grupy po 14 zespołów, a teraz jest jedna grupa składająca się z 18 klubów, to łatwo sobie policzyć, że 60 procent drużyn nie ma, a my znajdujemy się w tej 18. To też pokłosie bardzo dobrej pracy, jaką na co dzień wykonujemy. Liga jest nieporównywalna, to widać już po pierwszych kolejkach. Nie ma w niej meczów, w których już przed pierwszym gwizdkiem sędziego praktycznie z góry wiadomo, kto wygra. W meczach pada bardzo dużo goli, wyniki 3:2, 4:2 są na porządku dziennym. Praktycznie w każdym zespole jest po kilku bardzo dobrych zawodników o dużej jakości w ofensywie. Można powiedzieć, że to „Ekstra IV liga mazowiecka”, tu nie ma słabych drużyn.


W trakcie letniego okienka transferowego w Piasecznie nie brakowało ruchów kadrowych.


Zmieniliśmy szyk i to znacząco. Bardzo nam szkoda odejścia dwóch czołowych zawodników, czyli Szymona Wiejaka i Michała Suchanka, natomiast nie ma im się co dziwić, akurat ta dwójka dostała propozycję przejścia do Legionovii, jednego z najlepszych mazowieckich klubów. Zarówno im, jak i pozostałym graczom, którzy od nas odeszli, życzymy powodzenia i trzymamy za nich kciuki, żeby dalej im się wiodło w piłce. Na pewno ważne też jest to, że odchodząc od nas, podkreślali super atmosferę w zespole. Michał i Szymon mówili, że w Piasecznie czuli się jak w piłkarskiej rodzinie i myślę, że to jest jeden z faktów, dzięki któremu odnosimy tak dobre wyniki.


Oczywiście gdy ktoś odchodzi, to wiadomo, że też ktoś przychodzi. Po przegranym meczu barażowym nastąpił burzliwy okres, ciężkie chwile, ale nie było czasu na urlop. 2 dni później zacząłem dzwonić po naszych zawodnikach i pytać ich, czy ciągniemy ten wózek dalej. Praktycznie wszyscy podstawowi piłkarze zadeklarowali, że zostają, jedynie Michał Suchanek przekazał mi, że dostał propozycję z Legionowa i odchodzi. Po kilku godzinach okazało się, że z Szymkiem Wiejakiem jest dokładnie taka sama sytuacja i teraz nie ma czasu na wypoczynek i siedzenie z założonymi rękoma. Od wtorku podjąłem bardzo aktywne działania i 6 dni po barażu, razem z Prezesem Jackiem Krupnikiem, zaczęliśmy spotykać się z kandydatami do gry w naszym zespole. Czasu było bardzo mało, wielu zawodników miało już kluby. Już w tych kilku pierwszych dniach udało nam się pozyskać Maćka Naleja, Piotrka Ćwikowskiego oraz Dominika Staluszkę – 3 mocne transfery, które napędziły nas, żeby wyjść z tej trudnej sytuacji. Szybko zaczęliśmy treningi, a ja wykorzystując swoje kontakty, szukałem kolejnych wzmocnień. Ściągnęliśmy głównie bardzo młodych graczy, ale niezwykle utalentowanych.


Ważną kwestią było utrzymanie w zespole kolejnych zawodników, którzy mieli propozycje gry w wyższej lidze. Musieliśmy odbyć wiele rozmów, aby zatrzymać między innymi: Kamila Matulkę, Tymka Barwińskiego, Adama Jaszczaka, którzy nie narzekali na brak propozycji. Kamil powiedział: „Trenerze, Piaseczno to mój klub i choćby nie wiem, ile mi oferowali, nie odejdę i będę grał w MKS-ie”. Gdy jako trener słyszysz takie słowa od jednego ze swoich najlepszych zawodników, dostajesz ogromny zastrzyk energii. Nie poddałem się i walczyłem dalej. Był to trudny okres i teraz z perspektywy czasu można powiedzieć, że udało nam się z tego wyjść obronną ręką. Tylko ja i Prezes Jacek Krupnik wiemy, ile nas to kosztowało czasu, energii i zaangażowania. Zrobiliśmy wszystko, żeby Piaseczno w kolejnym sezonie miało odpowiednią jakość.


Trzeba przyznać, że nowi gracze od początku sezonu prezentują wysoką formę.


Tacy piłkarze jak Maciek Nalej i Piotrek Ćwikowski praktycznie od razu weszli do pierwszej jedenastki. Ich pierwsze występy można oceniać w samych superlatywach. Powoli też wchodzą kolejni zawodnicy, którzy dołączyli w trakcie tego okresu przygotowawczego. Dobrym przykładem jest Kajetan Staniszewski, który w pierwszych dwóch meczach dał bardzo dobre zmiany i od trzeciego meczu jest już zawodnikiem pierwszej 11-ki.


W 3, 4 i 5 meczu wyszliśmy na 4 młodzieżowców, co też pokazuje, że ten skład nam się trochę odmłodził. To może być nasz duży atut, ja bardzo lubię pracować z młodymi zawodnikami, oczywiście zakładając, że mają charakter i odpowiednie umiejętności. Udało nam się pozyskać kilku bardzo wartościowych młodych piłkarzy, którzy przyszli do nas dlatego, że wiedzą, iż Piaseczno to znakomite miejsce dla ich rozwoju sportowego. Ci chłopcy świetnie się tu czują, każdy z nich podkreśla, że panuje tu kapitalna atmosfera, można liczyć na bardzo dobre podejście kadry szkoleniowej i profesjonalne treningi. Również wynik sportowy, który zrobiliśmy, też jest przez tych młodych ludzi doceniany. Duży udział w tym, że szatnia idzie w odpowiednim kierunku, mają starsi zawodnicy, których teraz mamy zdecydowanie mniej. Młodzież ma swoje marzenia, chce się rozwijać i pragnie, aby Piaseczno było dla nich trampoliną, tak jak dla Szymona Wiejaka i Michała Suchanka, ale także między innymi dla Roberta Majewskiego, który obecnie jest jednym z najlepszych obrońców na poziomie centralnym czy Jakuba Trojanowskiego trenującego w Legii Warszawa i występującego w jej rezerwach. Piaseczno stanowi naprawdę fantastyczne miejsce do rozwoju.

377 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie